Cytaty:Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów
Przejdź do nawigacji
Przejdź do wyszukiwania
Ta strona zawiera cytaty z książki Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów.
Cytaty
- - (...) Killwitch. To znaczy "zabić czarownicę".
- Wiesz co znaczyło kiedyś "Radom"?
- Co?
- Nie wiem, ale pewnie coś równie strasznego.
- Kocham pęd powietrza wywoływany przemieszczaniem się bryły karoserii zbyt blisko pieszych idących poboczem. Te zawirowania powietrza mógłbym analizować bez końca i zgadywać, które tylko zmierzwią włosy rozchichotanej dzierlatki, a które za sprawą znaczącej różnicy ciśnień pyrgnie nią do rowu.
- — Pzepłaciłem — powiedział. — Przepłaciliśmy właściwie, bo to ze wspólnego budżetu. [...] Zapomnieliśmy też o kanapkach na drogę. Może kupimy teraz?
— Zwariowałeś? — skarcił go Net. — Kanapki? To nie PKS do Sieradza. Lecimy samolotem w kulturalnym, kosmopolitycznym towarzystwie. Chcesz rozwijać z folii kanapkę z jajkiem obok brytyjskiego konsula, który trzyma w dłoni kieliszek martini z oliwką, wstrząśniętym, niezmieszanym, i konwersuje z ministrem spraw zagraniczych Kanady o nowych metodach pozyskiwania...? — zawiesił się.
— Metanu z dna oceanów — podsunął Felix.
- —Też usłyszeliście, że zaraz podadzą żarełko?
— Ja usłyszałem, jak ktoś pociera papierem ściernym o nieheblowaną deskę — Felix tęskniący za Laurą był dość sarkastyczny.
— Ty ponuraku. Jeśli chodzi o jedzenie, mam słuch absolutny. — Net zatarł ręce. — Ciekawe, co będzie do wyboru. Podobno w British Airways jest najlepsza jagnięcina w sosie miętowym, w Air France wołowina po burgundzku, a w Locie nawet kiełbasa się trafi.[...]Bierzecie piwo czy wino?[...]
Gdy przyszła ich kolej, stewardesa podała każdemu Grubaton w wersji mikro.
— Przekąska na początek? — Net rozwinął papierek i pochłonął batonik jednym chapsem — Grubatoniątko. — Mlasnął. — Mała ta przystawka, ale im wybaczę, jeśli nadrobią daniem głównym. Czekam na obiad właściwy
— Nie chcę cie martwić, stary... [...]ale moim zdaniem to BYŁ obiad właściwy.[...]
— Mogliśmy kupić kanapki.
— Mówiłem — przypomniał Felix.
- — Zapomnieli wyłączyć mikrofon — stwierdził Felix.[...]
— Jezus Maria! — dobiegło z interkomu. — Widzisz ten front atmosferyczny?[...]
— Pamiętasz, co było lat temu, kiedy tu lądowaliśmy? — dobiegło z interkomu.
— Weź ty mi nie przypominaj. Do dziś budzę się z krzykiem.[...]
— Powiedz im, że nie ma żadnego zagrożenia. Jeszcze nam tu zaczną panikować.
— Nie lubię tak ludzi oszukiwać.
— Czasem trzeba.
— OK, już dobrze, trochę im nakłamię.
Głośniki zachrobotały umilkły na parę sekund, znów zatrzeszczały i zaczęły szumieć.
— Bardzo dobrze im powiedziałeś. Widzisz, masz gadane, nie to co ja.
— Myślisz, że łyknęli?
— Przecież nie znają się na lotnictwie, więc napewno.
- — Próbuję, jak mogę, no i nie mogę! - wyrzucił z siebie [Net].
— Czego nie możesz? - zapytała ostrożnie Nika.
— Nie mogę się cieszyć podróżą za czterdzieści osiem funciaków!
[...]
— Bilety na autobus kosztowałyby cztery razy mniej. — Felix oderwał się od lektury. — Załóżmy dla uproszczenia, że byłoby to dziesięć, no, może szesnaście funtów. Te dziesięć funtów i tak musielibyśmy wydać. Zmarnowaliśmy więc co najwyżej trzydzieści osiem funtów, co daje niecałe trzynaście funtów na osobę, a może i dziesięć. Puszka coli w automacie kosztuje funta. Wystarczy że przez najbliższe dwa tygodnie każde z nas nie wypije dziesięciu puszek coli i wyjdzie na zero. Cola jest niezdrowa dla zębów, żołądka i w ogóle całego organizmu, czyli jesteśmy na plusie.
Net patrzył na niego chwilę, po czym pokiwał głową.
— Popatrz, jak mi to wytłumaczyłeś w ten sposób, to nawet przestało padać.
- — Jak bieda, to do Manfreda.
- Rozległ się gong, a automatyczny głos poinformował, że zbliżają się do stacji docelowej.
— Co? Już? — Net rozbudził się w trybie przyspieszonym. — A film? A doświadczanie luksusu?
— Zdaje się, że doświadczaliśmy go przez sen.
Net wstał i przeciągnął się.
— We śnie to mogę sobie wyśnić własne luksusy — powiedział smutno. — To najgorzej wydane nieswoje pieniądze, jakie wydałem.
- — To jakiś zamek... genetyczny. — Felix spojrzał na dziewczynę. — Reaguje na twoje DNA.
Mogę cię prosić o paznokieć?
— Kurde, to jakiś nowy rodzaj oświadczyn etapowych? — zapytał złośliwe Net. — Za tydzień poprosisz ją o palec, a za miesiąc o rękę?
— To w celach naukowych — wyjaśnił Felix.
- — Manfred? Skoro już zaprogramowałeś sobie życzliwość, uczynność, szczodrość i inne pozytywne uczucia, to mógłbyś wznieść je na jeszcze wyższy poziom i kupić nam tygodniowe karty miejskie. Wystarczy pierwsza i druga strefa, ale gdybyś był tak dobry... i o pięć stref byśmy się nie obrazili.
— Będzie wam potrzebna pierwsza, druga i trzecia strefa — sprostował Manfred. — Dobrze, mogę POŻYCZYĆ wam jeszcze na karty Oyster.
— Ojca własnego chcesz oprocentować? Aha, i trochę większy transfer danych w roamingu by się przydał... żebym mógł z tobą częściej rozmawiać, rzecz jasna.
— Dobra, ale na tym koniec. Karty będą do naładowania w biletomacie numer UTM72-1776856982985-19 po wpisaniu kodu 988639.
— Dzięki, nie musisz powtarzać. Zapamiętałem.
— Piąty od lewej automat, najbliżej kas w hallu głównym.
— Trochę lepiej. Jeszcze zmień kod na geraldmasmierdzacestopy i będzie cudownie.
— Nie będę tego komentował.
- — Przestańcie — poprosiła cicho Nika. — Te wakacje są wystarczająco nieudane i bez waszych kłótni.
Felix odszedł kawałek i zmiął w ustach kilka brzydkich słów.
— Zaczęło się od tego, że zaczepiłem plecakiem o zbiornik — tłumaczył, siląc się na spokój Net. — To wina tych patałachów, co go instalowali, że zostawili tę śrubę bez osłony.
— Zaczęło się od tego, że pomyliłeś June z July! — Felix podszedł bliżej. — Potem było już tylko gorzej.
— Słyszałeś, co mówiła Nika jakoś wczoraj czy przedwczoraj? Że to wszystko jest podejrzane, i że jakaś tam tajemnicza siła zwabiła nas do Beastlycrag, żebyśmy... coś tam zrobili. To nie moja wina, byłem przecież pod wpływem tych tajemniczych sił.
— Daruj sobie, przecież ty nie wierzysz w te tajemnicze siły.
— Czasem wierzę, czasem nie. To zależy od... potrzeby chwili.
- — Przecież June i July wyglądają niemal identycznie! — nie wytrzymał Net. — Każdemu sięmogło zdarzyć.
— Ale jak zwykle przydarzyło się właśnie tobie. — Felix nie odwrócił się.
— No przecież nie zrobiłem tego celowo. Wyglądają podobnie.
— Tubka pasty do zębów i tubka kremu do twarzy też wyglądają podobnie — powiedział Felix. — Jakoś ich nie mylisz.
— Żebyś wiedział! — odpalił Net. — To było najgorsze mycie zębów w życiu. Albo zaakceptujesz to, że masz kumpla troublemakera, albo... — wydął usta — albo się pożegnajmy. Po co się męczyć ze sobą?
— A nie wpadłeś na to, żeby popracować nad sobą? Jak się jest fajtłapą –
— Wolę określenie troublemaker.
— ... fajtłapą ze świadomością własnej fajtłapowatości, to może trzeba po trzy razy sprawdzać wszystko, co się robi?
— Jak się jest troublemakerem... to się nie sprawdza. Po prostu jesteś przekonany, że wszystko bangla jak należy.
Motto
Warto zapominać o rzeczach złych, zanim nasza nienawiść zacznie żyć własnym życiem
