0.00
(0 głosów)

Cytaty:Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów

Z WikiFNiN - otwarta encyklopedia o serii Felix, Net i Nika
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Ta strona zawiera cytaty z książki Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów.

Cytaty

  • - (...) Killwitch. To znaczy "zabić czarownicę".
    - Wiesz co znaczyło kiedyś "Radom"?
    - Co?
    - Nie wiem, ale pewnie coś równie strasznego.
  • Kocham pęd powietrza wywoływany przemieszczaniem się bryły karoserii zbyt blisko pieszych idących poboczem. Te zawirowania powietrza mógłbym analizować bez końca i zgadywać, które tylko zmierzwią włosy rozchichotanej dzierlatki, a które za sprawą znaczącej różnicy ciśnień pyrgnie nią do rowu.
  • — Pzepłaciłem — powiedział. — Przepłaciliśmy właściwie, bo to ze wspólnego budżetu. [...] Zapomnieliśmy też o kanapkach na drogę. Może kupimy teraz?
    — Zwariowałeś? — skarcił go Net. — Kanapki? To nie PKS do Sieradza. Lecimy samolotem w kulturalnym, kosmopolitycznym towarzystwie. Chcesz rozwijać z folii kanapkę z jajkiem obok brytyjskiego konsula, który trzyma w dłoni kieliszek martini z oliwką, wstrząśniętym, niezmieszanym, i konwersuje z ministrem spraw zagraniczych Kanady o nowych metodach pozyskiwania...? — zawiesił się.
    — Metanu z dna oceanów — podsunął Felix.
  • —Też usłyszeliście, że zaraz podadzą żarełko?
    — Ja usłyszałem, jak ktoś pociera papierem ściernym o nieheblowaną deskę — Felix tęskniący za Laurą był dość sarkastyczny.
    — Ty ponuraku. Jeśli chodzi o jedzenie, mam słuch absolutny. — Net zatarł ręce. — Ciekawe, co będzie do wyboru. Podobno w British Airways jest najlepsza jagnięcina w sosie miętowym, w Air France wołowina po burgundzku, a w Locie nawet kiełbasa się trafi.[...]Bierzecie piwo czy wino?[...]
    Gdy przyszła ich kolej, stewardesa podała każdemu Grubaton w wersji mikro.
    — Przekąska na początek? — Net rozwinął papierek i pochłonął batonik jednym chapsem — Grubatoniątko. — Mlasnął. — Mała ta przystawka, ale im wybaczę, jeśli nadrobią daniem głównym. Czekam na obiad właściwy
    — Nie chcę cie martwić, stary... [...]ale moim zdaniem to BYŁ obiad właściwy.[...]
    — Mogliśmy kupić kanapki.
    — Mówiłem — przypomniał Felix.
  • — Zapomnieli wyłączyć mikrofon — stwierdził Felix.[...]
    Jezus Maria! — dobiegło z interkomu. — Widzisz ten front atmosferyczny?[...]
    Pamiętasz, co było lat temu, kiedy tu lądowaliśmy? — dobiegło z interkomu.
    Weź ty mi nie przypominaj. Do dziś budzę się z krzykiem.[...]
    Powiedz im, że nie ma żadnego zagrożenia. Jeszcze nam tu zaczną panikować.
    Nie lubię tak ludzi oszukiwać.
    Czasem trzeba.
    OK, już dobrze, trochę im nakłamię.
    Głośniki zachrobotały umilkły na parę sekund, znów zatrzeszczały i zaczęły szumieć.
    Bardzo dobrze im powiedziałeś. Widzisz, masz gadane, nie to co ja.
    Myślisz, że łyknęli?
    Przecież nie znają się na lotnictwie, więc napewno.
  • — Próbuję, jak mogę, no i nie mogę! - wyrzucił z siebie [Net].
    — Czego nie możesz? - zapytała ostrożnie Nika.
    — Nie mogę się cieszyć podróżą za czterdzieści osiem funciaków!
    [...]
    — Bilety na autobus kosztowałyby cztery razy mniej. — Felix oderwał się od lektury. — Załóżmy dla uproszczenia, że byłoby to dziesięć, no, może szesnaście funtów. Te dziesięć funtów i tak musielibyśmy wydać. Zmarnowaliśmy więc co najwyżej trzydzieści osiem funtów, co daje niecałe trzynaście funtów na osobę, a może i dziesięć. Puszka coli w automacie kosztuje funta. Wystarczy że przez najbliższe dwa tygodnie każde z nas nie wypije dziesięciu puszek coli i wyjdzie na zero. Cola jest niezdrowa dla zębów, żołądka i w ogóle całego organizmu, czyli jesteśmy na plusie.
    Net patrzył na niego chwilę, po czym pokiwał głową.
    — Popatrz, jak mi to wytłumaczyłeś w ten sposób, to nawet przestało padać.
  • — Jak bieda, to do Manfreda.
  • Rozległ się gong, a automatyczny głos poinformował, że zbliżają się do stacji docelowej.
    — Co? Już? — Net rozbudził się w trybie przyspieszonym. — A film? A doświadczanie luksusu?
    — Zdaje się, że doświadczaliśmy go przez sen.
    Net wstał i przeciągnął się.
    — We śnie to mogę sobie wyśnić własne luksusy — powiedział smutno. — To najgorzej wydane nieswoje pieniądze, jakie wydałem.
  • — To jakiś zamek... genetyczny. — Felix spojrzał na dziewczynę. — Reaguje na twoje DNA.
    Mogę cię prosić o paznokieć?
    — Kurde, to jakiś nowy rodzaj oświadczyn etapowych? — zapytał złośliwe Net. — Za tydzień poprosisz ją o palec, a za miesiąc o rękę?
    — To w celach naukowych — wyjaśnił Felix.
  • — Manfred? Skoro już zaprogramowałeś sobie życzliwość, uczynność, szczodrość i inne pozytywne uczucia, to mógłbyś wznieść je na jeszcze wyższy poziom i kupić nam tygodniowe karty miejskie. Wystarczy pierwsza i druga strefa, ale gdybyś był tak dobry... i o pięć stref byśmy się nie obrazili.
    — Będzie wam potrzebna pierwsza, druga i trzecia strefa — sprostował Manfred. — Dobrze, mogę POŻYCZYĆ wam jeszcze na karty Oyster.
    — Ojca własnego chcesz oprocentować? Aha, i trochę większy transfer danych w roamingu by się przydał... żebym mógł z tobą częściej rozmawiać, rzecz jasna.
    — Dobra, ale na tym koniec. Karty będą do naładowania w biletomacie numer UTM72-1776856982985-19 po wpisaniu kodu 988639.
    — Dzięki, nie musisz powtarzać. Zapamiętałem.
    — Piąty od lewej automat, najbliżej kas w hallu głównym.
    — Trochę lepiej. Jeszcze zmień kod na geraldmasmierdzacestopy i będzie cudownie.
    — Nie będę tego komentował.
  • — Przestańcie — poprosiła cicho Nika. — Te wakacje są wystarczająco nieudane i bez waszych kłótni.
    Felix odszedł kawałek i zmiął w ustach kilka brzydkich słów.
    — Zaczęło się od tego, że zaczepiłem plecakiem o zbiornik — tłumaczył, siląc się na spokój Net. — To wina tych patałachów, co go instalowali, że zostawili tę śrubę bez osłony.
    — Zaczęło się od tego, że pomyliłeś June z July! — Felix podszedł bliżej. — Potem było już tylko gorzej.
    — Słyszałeś, co mówiła Nika jakoś wczoraj czy przedwczoraj? Że to wszystko jest podejrzane, i że jakaś tam tajemnicza siła zwabiła nas do Beastlycrag, żebyśmy... coś tam zrobili. To nie moja wina, byłem przecież pod wpływem tych tajemniczych sił.
    — Daruj sobie, przecież ty nie wierzysz w te tajemnicze siły.
    — Czasem wierzę, czasem nie. To zależy od... potrzeby chwili.
  • — Przecież June i July wyglądają niemal identycznie! — nie wytrzymał Net. — Każdemu sięmogło zdarzyć.
    — Ale jak zwykle przydarzyło się właśnie tobie. — Felix nie odwrócił się.
    — No przecież nie zrobiłem tego celowo. Wyglądają podobnie.
    — Tubka pasty do zębów i tubka kremu do twarzy też wyglądają podobnie — powiedział Felix. — Jakoś ich nie mylisz.
    — Żebyś wiedział! — odpalił Net. — To było najgorsze mycie zębów w życiu. Albo zaakceptujesz to, że masz kumpla troublemakera, albo... — wydął usta — albo się pożegnajmy. Po co się męczyć ze sobą?
    — A nie wpadłeś na to, żeby popracować nad sobą? Jak się jest fajtłapą –
    — Wolę określenie troublemaker.
    — ... fajtłapą ze świadomością własnej fajtłapowatości, to może trzeba po trzy razy sprawdzać wszystko, co się robi?
    — Jak się jest troublemakerem... to się nie sprawdza. Po prostu jesteś przekonany, że wszystko bangla jak należy.

Motto

Warto zapominać o rzeczach złych, zanim nasza nienawiść zacznie żyć własnym życiem

Rafał Kosik

Komentarze (0)

Komentarze (0) [Pomoc]
Loading comments...