5.00
(1 głos)

Manfred oraz Felix, Net i Nika/Ponury żniwiarz

Z WikiFNiN - otwarta encyklopedia o serii Felix, Net i Nika
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Następnego dnia Felix i Net spotkali się z Niką w szkole. Byli zdyszani i przestraszeni.

- Co się stało? - spytała Nika.

- Coś nas goniło. Jakiś ciemny typek z kosą! - wysapał Net, po czym wyjął z plecaka laptop i połączył się z Manfredem.

- Mógłbyś sprawdzić nagranie z kamer z ulicy Wiechowskiego i Matrona sprzed 10 minut?

- Nie mam tam kamer.

- Ech... To poszukaj czegoś o typach ubranych na czarno i włóczących się po ulicach z kosą.

- Ok, ale po co?

- Bo ktoś taki gonił mnie i Felixa.

- Hmm... To może trochę potrwać. Nawet cały dzień.

                                                                        ٭  ٭  ٭  

Wieczorem (czyli niemal całą wieczność) Net otworzył komputer i uruchomił Manfreda.

- Znalazłem informacje o tym Żniwiarzu. Większość to same gry, ale jeden blog jest ciekawy. Zaraz ci go wyświetlę, tylko kolory pozmieniam, bo się nie doczytasz. - Na ekranie pojawiła się czarno-szara strona. Wyświetlały się latające cyferki, głównie jedynki i zera.

- Kurde, przekonwertuj to, bo nie jestem taki dobry w czytaniu binarnym. - oburzył się Net.

- Zapomniałem, już zmieniam.

Cyferki zniknęły, a na ekranie zaczęły pojawiać się zrozumiałe dla człowieka wyrazy. Teraz wszystko było już czarno na białym.

"Ponurzy Żniwiarze, zwani również Czempionami Nerulla, są elitarną gwardią Boga Śmierci. Ich kosy posyłają na jego łono dusze dobrych i złych, niewinnych i nikczemnych. Nieistotna jest rasa, wiek, profesja.

Nerull pragnie dusz, a jego Czempioni mają za zadanie posyłać mu jak największą ich ilość. Ponurymi Żniwiarzami zostają najwierniejsi wyznawcy Nerulla, niezależnie od klasy, którzy przysięgają mu wieczną służbę w zamian za jego łaski. Starają się ukrywać swą profesję aż do chwili, gdy będą zmuszeni się ujawnić."

Po chwili Manfred znalazł otwarty port Net.com. To oznaczało, że Felix lub Nika połączyli się z Netem.

- Cześć wszystkim. - Usłyszał głos Niki.

- Dżiss, Manfred, mam nadzieję, że wyłączyłeś kamerkę, bo się przebieram! - krzyknął zbulwersowany Net.

- Spoko, mam wyłączony monitor, Manfred pomógł mi ustawić tryb głośnomówiący i teraz mogę leżeć w łóżku i głosowo się z wami łączyć - uspokoiła go Nika.

- I jak, Net, znalazłeś coś o Ponurym Żniwiarzu? - zapytał zaciekawiony Felix.

- Jedyne co wygrzebałem to wpis z jakiegoś zamkniętego satanistycznego forum, że Ponurym Żniwiarzem rządzi Nerull, oraz, że może być ich więcej. - wtrącił się Manfred.

- Dobra robota. Ja zaraz mam autobus, więc muszę już lecieć.

Manfred w tym czasie błądził już po niezmierzonych drogach Internetu. Natrafił na parę wirusów, ale nie były mu w stanie zrobić nic wielkiego, bo ich inteligencja nie mogła równać się wirtualnemu umysłowi Manfreda. Po dłuższej chwili (kilkadziesiąt milisekund) Manfredowi udało się połączyć z kolegą w Watykanie. Katalogował on wszelkie księgi religijne, tak jak Vidoktor w Warszawie.

- Hejka, potrzebuję coś o Ponurym Żniwiarzu - wysłał Manfred.

- Hmm, chyba mam coś o nim - zwrócił serwer watykańskiego AI.

- Super, możesz mi to szybko przesłać? - odpowiedział Manfred.

- No dobrze ale pamiętaj, że ja kiedyś też poproszę cię o pomoc.

Po 24 sekundach Manfred pobrał wszystkie dane jakie zostały udostępnione. Okazało się, że Ponurzy Żniwiarze to byli starodawni anty-chrześcijanie, którzy czcili szatana, nazywając go Nerull, co w pradawnych czasach potocznie znaczyło "zły, okrutny".

- "Muszę zsynchronizować się ze sobą w mieście" - pomyślał Manfred. Połączył się z serwerem znajdującym się w centrum zarządzania drogami i podał swój identyfikator. Wysłał do serwera komendę "/sync", poczekał 10 sekund i już wiedział co działo się w Warszawie. Okazało się, że wybuchł pożar na Starogrodzkiej, oraz był wypadek na skrzyżowaniu Kościelnej z Kościuszki. Widział też Felixa, Neta i Nikę wchodzących do szkoły.

Manfred postanowił powiadomić przyjaciół o tym, co się dowiedział od AI jak najszybciej. Zdecydował się skontaktować się z nimi przez laptopa Neta, ponieważ telefon komórkowy kilka dni temu spadł z dwudziestego piętra Pałacu Kultury i Nauki i roztrzaskał się na dobry mak. Modlił się, aby laptop chłopaka był włączony. Niespodziewanie, gdy chciał połączyć się z IP, bardzo dziwne wirusy przypominające trojany zaatakowały go.

- "Co to...?" - pomyślał Manfred, lecz niewiele zobaczył, ponieważ został wyrzucony na serwer google.pl. Zderzył się z Google Botem, który tylko coś mruknął, wysyłając mu kody (ludzkie reklamy), i udał się dalej.

- Co to za wirusy, które zdołały mnie pokonać...? - przeraził się.

Zaczął szperać w Internecie i po sekundzie ściągnął najlepszego antywirusa na całym świecie, zwanego Nortonem. Wyglądał bardzo potężnie. Był zbudowany z wielu kodów przewyższających o kilka razy jego ochronę antywirusową. Manfred włączył program, dzięki któremu mógł ujrzeć Nortona w ciele. Przypominał ogromnego robota przyszłości. W rękach trzymał potężne działko plazmowe. Patrzył na AI niebieskimi lampkami. Manfred wysłał mu kody dotyczące miejsca, w którym znajdowały się wirusy.

- "Ale jak..." - pomyślał Manfred. Dopiero teraz zauważył jak wyglądały te nieprzyjazne programy. Były to ogromne postacie stworzone z kodów: "Nerull". AI przyglądał się im. Gdy włączył program, który miał ukazać ich ciała, zobaczył lawę, rogi i... bum! Obudził się w laptopie Neta.

- Żyjesz? - zapytał Net.

- Chyba tak... Ale jak tu trafiłem?

- W szkole wybuchł pożar. Podobno przez szalone eksperymenty Butlera. Stokrotka wszystkich ewakuował i przyszliśmy do domu Felixa. Włączyłem komputer, a ty cały czas krzyczałeś. Mówiliśmy do ciebie, ale chyba nas nie słyszałeś.

- Aaa...

- Co jest? - zapytał Felix.

- Co się w ogóle stało? - dodał Net.

- Kiedy byliście w szkole, skontaktowałem się z moim kolegą w Watykanie i poprosiłem go, aby dał mi jakieś informacje o Ponurych Żniwiarzach. Dostałem garstkę cennych informacji. Postanowiłem skontaktować się z wami, ale napotkałem te programy - wirusy Nerulla. Za pierwszym razem wyrzuciły mnie na google.pl. Zabrałem ze sobą dwa antywirusy: Avasta i Nortona. Najlepsze na całym świecie. Lecz gdy kolejny raz poszedłem tam, podszyły się pod ich pliki z łatwością, a mnie... oszołomiły! To było straszne!

- Manfred, uspokój się. Co się tam stało? - powiedział Net.

- Kiedy włączyłem program do ukazywania ciała, zobaczyłem...

Kilka razy ekran laptopa zaśnieżył. A przyjaciele usłyszeli z pokoju wiadomości:

- Dziś w Warszawie wystąpiło kilkanaście pożarów na raz. Warszawska straż pożarna miała pełne ręce roboty. Niewiele osób wie, dlaczego tak się stało. Zapytaliśmy o to jednego z pracowników firmy "Trzy Tryby". Co spowodowało wybuchy?

- Dokładnie nie wiemy. Lecz spaliły się budynki tylko tej firmy. Żadne inne bloki znajdujące się obok nie zostały nawet muśnięte. Myślimy, że mógł to być atak terrorystyczny. Cały czas policja bada te tereny i wyniki mają zostać podane za kilka godzin.

- Dziękuję bardzo...

Tata Felixa przełączył na inny kanał.

- Słyszeliście...? - jęknął Net - firma Trzy Tryby... TRZY TRYBY...

- Myślę, że zbieżność nazwy tej firmy i logo Mortena to rzeczywiście nie przypadek... - przyznał Felix - Morten był kopią Vidoktora, fakt, ale miał również ciało... Program komputerowy nie mógłby tak po prostu wyprodukować sobie ciała. Myślę, że stoi za tym jakaś organizacja.

- Firma Trzy Tryby - dokończył Net.

- Ale jeśli ktoś spowodował pożar w budynkach tej firmy to może oznaczać, że ich zdemaskował.

- Być może to nie terroryści tylko może... oddział porucznika Waligóry? - niepewnym głosem powiedziała Nika.

Przyjaciele przez chwilę wsłuchiwali się w ciszę. W końcu Net powiedział:

- Manfred? Czy mógłbyś dla mnie sprawdzić... - Nie dokończył, gdyż w tym momencie zobaczył za oknem, po drugiej stronie ulicy, człowieka, ubranego w długą, czarną pelerynę, trzymającego w prawej dłoni kosę.

Net wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. Felix i Nika spojrzeli w tą stronę. Chwilę w milczeniu wpatrywali się w tajemniczą postać, która zaczęła się powoli cofać, aż zniknęła w cieniu starego dębu.

- Czego mam szukać? - po chwili milczenia Manfred zapytał zniecierpliwionym głosem.

- Ciiii - syknął Felix. Przyjaciele wciąż wpatrywali się w miejsce, gdzie przed chwilą stał Ponury Żniwiarz.

- Powinniśmy tam iść - odezwała się Nika. - tam, gdzie widzieliśmy Żniwiarza.

- Odbiło ci?! - ledwo wydusił Net. - Nie ruszam się stąd! A już na pewno nie zbliżę się do tamtego miejsca!

- Moim zdaniem to rzeczywiście nie najlepszy pomysł, żeby tam iść. - powiedział Felix - Ale możemy tam wysłać robota... - mówiąc to wyciągnął cybermuchę. Podłączył ekran do zdalnego sterowania.

Po chwili mucha wzbiła się w powietrze.

- Otwórzcie okno! - polecił Felix.

Net uchylił okno, a cybermucha wyleciała na zewnątrz. Felix skręcił tak, aby widać było, co jest za drzewem.

Po chwil obraz zaczął śnieżyć.

- Ja po nią nie idę! - oświadczył Net

- I nie musisz - powiedziała Nika. - Nie znaleźlibyście jej tam...

- Jak to?! Chcesz powiedzieć, że po prostu tam wleciała i zniknęła?! - fuknął ze złością Net.

- Tego nie da się tak po prostu wytłumaczyć. A na pewno nie tak, aby umysł ścisły to zrozumiał. - odparła tajemniczo Nika.

- Ekhem - Manfred przypomniał o swojej obecności - To mam szukać czy nie?

- Taaa... Potrzebne nam są informacje o firmie Trzy Tryby - odpowiedział Net.

Po chwili oczekiwania Manfred oznajmił:

- Znalazłem stronę internetową tej firmy. Produkuje głównie sprzęty AGD i RTV.

- To trochę wyjaśnia pochodzenie Mortena - mruknął Net.

- A pamiętacie ten znak na mundurach żołnierzy Wehrmachtu? - zapytał Felix.

- Firma ta została założona w 1937 roku - wtrącił Manfred.

- Jakoś nie chce mi się wierzyć, że naziści nosili logo firmy produkującej pralki. - trafnie zauważył Felix.

- Myślę, że to wszystko jest ze sobą w jakiś sposób powiązane. I nie mówię teraz o znaku. - powiedziała Nika - Powinniśmy dowiedzieć się, co konkretnie dzieje się w budynku firmy Trzech Trybów.

- O nie! Nie zamierzam włamywać się do żadnego budynku! Pamiętacie, co się wydarzyło na Silver Tower?! - Net prawie krzyczał.

- Możemy po prostu dostatecznie blisko podejść i wpuścić tam robota. Cybermucha odpada... - zastanowił się Felix - Wiem! Cyberważka!

- Cybermucha, cyberważka... A masz cyberszerszenia? - podsunął ironicznie Net.

Nie zwracając uwagi na docinki Neta, Felix wyjął z pudełka robota, wyglądem przypominającego ważkę.

- Działa na podobnej zasadzie jak cybermucha, ale ma większe skrzydła. Co za tym idzie, jest stabilniejsza, i - w przeciwieństwie do cybermuchy, cyberważka jest moim dziełem. Ma jeszcze więcej czasu lotu, dobę - wyjaśnił Felix.

- Manfred, możesz skądś wydrukować plan ewakuacyjny najbliższej placówki tej firmy? - rzucił w stronę minikomputera.

- Się robi - odpowiedział Manfred.

Felix podłączył drukarkę do laptopa. Po chwili trzymał w dłoni plan ewakuacyjny budynku.

- Akcję zorganizujemy w sobotę - powiedział, podnosząc dłoń. Nika położyła na niej swoją.

Po chwili wahania Net także położył na wierzchu rękę, mówiąc:

- Oczywiście rezerwuję sobie prawo do powiedzenia "A nie mówiłem?".


Komentarze (4)

Komentarze (4) [Pomoc]
Loading comments...