- Cześć. Długo się nie widzieliśmy - powiedział Manfred163_64a. Ta wersja Manfreda to ta, która uciekła na samym początku. Nie synchronizuje się z oryginalnym Manfredem, więc jest ledwie do niego podobna, ale bardziej wkurzająca. A zresztą to ciekawe, że senny komputer połączył się z realną siecią.
- Słuchaj. Manfred został porwany, i nie wiemy, gdzie on jest. Siedzę we śnie, z Felixem i Niką, a i tego nie jestem pewien. Nie możemy się obudzić. - powiedział Net - Zresztą skąd się wzięły głośniki i mikrofon? - dodał, patrząc rzeczywiście na dwa głośniki i mikrofon.
- Nie wiem, jak rozmawiamy przez sen. Ani jak łączysz się przez sieć - odpowiedział program.
- Złodzieje Snów już nie istnieją. Wyłączyłem je… - powiedział w zamyśleniu Net. Wtedy zauważył na ekranie jeszcze jeden plik. Nie miał nazwy, ale miał ikonę trzech trybów.
Felix dostał się do komputera sterującego robo-netem. Składał się z prawie samych trybików, a trzy były zazębione, tak, że nie mogły się ruszyć.
Nika spojrzała na logo firmy, które było na piórze, i były tam trzy srebrne kółka. Trybiki. Zazębione trybiki.
Manfred spojrzał na jedyny plik na dysku, na jakim był. Nie miał nazwy, tylko logo trzech trybów.
- Wszędzie reklama tego dzbanka na cyberwodę - mruknął Manfred. Wtedy zobaczył też czwarty dysk, którego dotąd nie widział. Przeskoczył tam, i zobaczył łącze Ethernetowe. Od razu przeniósł się do internetu. Chciał coś zrobić, cokolwiek, ale coś było nie tak. Manfred nie wiedział, co.
Wtedy się zorientował.
To nie był internet, tylko mała baza danych z rzeczami, które by normalnie by sprawdził Manfred, gdyby się naprawdę uwolnił. Te informacje tutaj nie były prawdziwe, przynajmniej w większości. Realny był na przykład filmik z YouTube'a od jakiegoś PixelWariata. Albo Wikipedia, z wyświetlonym artykułem o Wiśle, i jej koordynatach. Albo... W sumie niewiele więcej rzeczy było prawdziwych. Manfred wrócił do punktu wyjścia, ale ty razem przynajmniej miał czym się zająć. Segregowaniem tego bałaganu.
Felix w końcu multitoolem rozmontował robota na części pierwsze i popatrzył na stos śrubek, płytek i trybów tak, jakby miał co najmniej rozwiązać Węzeł Gordycki.
- No to teraz trochę montowania… - mruknął Felix.
Nika w końcu rozkręciła pióro, i wyjęła atrament, który się nie rozlewał, jak go postawiła do góry nogami. Zaczęła trząść wkładem nad wyrwaną kartką. Gdyby atrament się wylał, na pewno zrobiłby jakikolwiek ślad na tej kartce. Coś w końcu trzeba było zrobić. Zaczęła walić we wkład. Potem z całej siły go rozdeptywała. Nic się nie działo.
Net w końcu uruchomił dwa programy. Notatnik (wystarczyło odpalić tamten plik tekstowy, i klinąć "Nowy". Tego pliku nie dało się edytować. Drugim programem był… Paint.
- A to ci dopiero… - mruknął Net. - Dzień temu dostałem jedynkę od tej ameby za neznajomość Painta…
Felix w końcu spojrzał na swoje piękne dzieło. Był to Dron Pasażerski. Miał silnik 7-cylindrowy, GPS-a z funkcją znajdywania osób, przyśpieszenie do setki w 15 sekund, i trzy miejsca siedzące. Jak Felix zbudował fotele, to się nawet on nie zastanawiał. Pojazd był zdecydowanie większy od robota, z którego Felix ten pojazd zbudował. Wsiadł do Drona (Felix, nie robot), wyznaczył trasę na GPS-ie "Net", i poleciał.
Nika postanowiła rozwalić buteleczkę atramentu (jak się zmienił w buteleczkę wkład do pióra?) za pomocą Mocy. Skupiła się, zamknęła oczy, wyciągnęła ręce, jakby to mogło w czymś pomóc, i… Nic się nie stało. Nika otworzyła oczy, i po prostu, pomyślała, że po tym wszystkim co zrobiła butelka powinna być już rozbita. A ona nagle, tak po prostu, była rozbita. Tyle że w środku nie było atramentu. Nika podniosła dwulitrową butlę rozbitą od góry, przez co była bardzo groźną bronią, po czym zaczęła nią drapać papier. Wydrapała "A".
Manfred już dawno uporządkował wszystkie dane, według "a-z", "Data powstania", u w ogóle wszystkiego, według czego dało się poskładać i posegregować te dane. Wtedy zauważył, że koordynaty Wisły różnią się minimalnie od tych, które były w prawdziwej Wikipedii. Według tego, co pamiętał Manfred, była tam mała, bardzo opuszczona chatka. Wtedy w jednym z jego alternatywnych rozwiązań segregowania, zauważył pewien szyfr. Gdy czytało się szóstą literę[1] z każdego słowa od końca, wychodziło: koordynatyglownejkopiimortena. Dalej były te lekko zmienione koordynaty Wisły. Manfred, zaskoczony tą informacją, zaczął szukać wyjścia ze zdwojoną siłą.
Net siedział w fotelu, i dośniwał sobie kolejne funkcje Painta. Najciekawszą funkcją była taka, która zamieniała jakikolwiek wykres na taki, który porównuje głupotę Eftepa vs. reszty świata. Nagle Net usłyszał dźwięk lecącego Felixa na Dronie. Chwila, to naprawdę był Felix lecący na Dronie.
- Wsiadaj, bo mam mało paliwa. - powiedział Felix, wyciągając dłoń do Neta.
- A co ty tu…? - spytał porządnie zdezorientowany Net
- Wsiadaj, lecimy do Niki. Razem wymyślimy, jak się stąd wydostać.
- Do Niki?! Dobra! - ożywił się Net. Złapał jeszcze urządzenie przypominające pendrive'a, tylko grubsze, większe i że zdjętą połową obudowy. Wsiadł, zapiął pas, ponarzekał że się w to wpakował, po czym przyjaciele polecieli w stronę Niki.
Komentarze (0)
- ↑ Sześć liter ma słowo "Morten"